
Dwa kraje, czternaście nocy, od Pacyfiku po altiplano. Tylko dwa etapy to faktycznie pociągi, bo w Ameryce Południowej niewiele zostało z kolei pasażerskiej, a jeden z pociągów sprzedawanych jako pociąg jest po części autobusem. Licz od 500 MB do 1 GB dziennie na jednym regionalnym eSIM.
Większość wyjazdów kolejowych planuje się wokół pociągów. Ten trzeba zaplanować wokół ich braku.
Ameryka Południowa miała kiedyś sieć na miarę kontynentu. Zostały fragmenty. To, co przetrwało na tej trasie, przetrwało dlatego, że nic innego tam nie dojedzie. Różnica między spokojnymi dwoma tygodniami a bardzo długim dniem na dworcu autobusowym polega na tym, czy wiesz, o które dwa etapy chodzi.
Czternaście nocy, pięć baz, dwa kraje. Jeden etap pokonujesz samolotem, dwa pociągiem, resztę autobusem. Czasy są orientacyjne i warto je sprawdzić przy rezerwacji, bo peruwiańskie etapy zmieniły w 2026 roku kształt.
| Etap | Czym | Czas | Noce |
|---|---|---|---|
| Lima | Przylot samolotem | - | 2 |
| Lima → Cusco | Samolot. Autobus to ponad 20 h i podjazd na 3400 m | Około 1 h 25 min | 5 |
| Cusco → Puno | PeruRail Titicaca, obecnie autobus plus pociąg | Około 10 h | 2 |
| Puno → La Paz | Autobus, przejście w Desaguadero albo Kasani | Około 7 do 8 h | 2 |
| La Paz → Uyuni | Autobus do Oruro, potem pociąg Oruro do Uyuni | Około 3 h, potem 7 h | 3 |

Trasę da się przejechać w odwrotną stronę, jeśli wracasz do domu z Santiago albo na koniec przekraczasz granicę z Chile. Rady o zasięgu są w obie strony takie same. Rady o wysokości już nie: jadąc z południa na północ, docierasz do Cusco po aklimatyzacji, co jest łatwiejsze dla ciebie i dla baterii.
To ten fragment, który pomija niemal każdy plan podróży po Andach, i ten, który najłatwiej odbije się na rachunku.
Można przeczytać, że we Wspólnocie Andyjskiej zniesiono opłaty roamingowe. To prawda. I niemal na pewno nie ma dla ciebie znaczenia.
Decyzja 854 weszła w życie 1 stycznia 2022 roku i zniosła dopłaty roamingowe między Boliwią, Kolumbią, Ekwadorem i Peru. Peruwiańskie ministerstwo transportu opisało warunki w dniu wejścia przepisów w życie: obejmują abonamenty, wykupione przez mieszkańców tych czterech krajów, na tym samym numerze.
Andyjska umowa roamingowa istnieje naprawdę i nie jest dla ciebie. Obejmuje abonamenty wydane w Boliwii, Kolumbii, Ekwadorze lub Peru, używane w obrębie tych czterech krajów. Karta SIM z Europy, Ameryki Północnej czy Azji nie zyskuje na niej nic. Peruwiański prepaid też nie.
Przyjezdny ma więc trzy możliwości, a jedna z nich potrafi po cichu urosnąć do absurdalnych kwot. Roaming w twojej domowej taryfie działa na całej trasie i bywa droższy niż bilety lotnicze. Lokalna karta SIM jest tania w przeliczeniu na gigabajt, ale trudna dziś do kupienia. Regionalny eSIM obejmuje oba kraje w jednym planie.
Zmieniła się ta środkowa. Peruwiański regulator OSIPTEL wymaga przy aktywacji prepaidu biometrycznego potwierdzenia tożsamości, zestawianego z bazą imigracyjną, i to osobiście, w firmowym salonie operatora. Oddawanie odcisków palców w salonie w Cusco to całkiem realny sposób na stracenie popołudnia.
Boliwia jest mniej rygorystyczna i bardziej rozproszona. Rejestracja jest prostsza, tyle że na altiplano ogranicza cię zasięg, a nie formalności, a sensowne salony są w La Paz, nie w Uyuni.
Praktyczna odpowiedź jest nudna: jeden plan regionalny, zainstalowany przed wyjazdem, żeby granica w Desaguadero oznaczała zmianę krajobrazu, a nie zmianę taryfy.
Dwie noce, i są po to, żeby przywyknąć do samej podróży, nie do wysokości. Lima leży na poziomie morza, ostatni raz przez najbliższe dwa tygodnie.
Miraflores i Barranco to dzielnice, w których nocuje większość przyjezdnych i wzdłuż których warto przejść się brzegiem oceanu. Do centrum dojedziesz autobusem albo taksówką, wystarczy pół dnia. Nie planuj niczego wymagającego: trzeciego dnia lecisz na 3400 m.

Leć. To jedyny etap, przy którym alternatywa nawet nie jest bliska: autobus jedzie ponad dwadzieścia godzin i wspina się z poziomu morza na 3400 m, kiedy śpisz na siedząco. Gorszego sposobu na pierwsze spotkanie z wysokością nie ma.
Lot trwa około godziny i dwadzieścia pięć minut, a kursów w ciągu dnia jest wiele. Rezerwuj poranny. To popołudniowe rejsy do Cusco zawracają z powodu pogody, a przesunięcie na jutro kosztuje cię jedną z pięciu nocy w bazie.
Pięć nocy brzmi hojnie, a hojne nie jest. Dwie zjada Machu Picchu, jedną Święta Dolina, a pierwsza to ta, w której siedzisz w miejscu i pijesz herbatę z koki, bo jesteś na 3400 m dopiero od kilku godzin.
Samo Cusco zasługuje na resztę. To stolica Inków z hiszpańskim miastem postawionym dosłownie na niej: katedra stoi na inkaskich fundamentach, których można dotknąć ręką, a kamieniarka w uliczkach wokół Hatun Rumiyoc jest powodem, dla którego ludzie tu wracają.

Do Machu Picchu nie prowadzi żadna droga. Albo idziesz cztery dni, albo jedziesz pociągiem. Dlatego to ten jeden kolejowy etap trasy, którego nikt nie pomija.
Zmieniło się to, skąd pociąg rusza. PeruRail prowadzi teraz połączenie bimodalne: autobus z Cusco do stacji początkowej, potem pociąg do Aguas Calientes. Od 1 września 2025 część kursów przesiada się w Pachar, a nie w Ollantaytambo.
Ważniejsza jest sezonowość. W rozkładzie na suchy sezon 2026 bezpośredni pociąg z Poroy kursuje mniej więcej od maja do grudnia. Poza tym oknem odcinek Cusco do Ollantaytambo pokonuje się obowiązkowo autobusem. Plan na styczeń i plan na lipiec to dwie różne podróże, a większość tekstów w sieci opisuje tylko jedną z nich.
Jeśli poradnik każe ci wsiąść do pociągu w Cusco i wysiąść pod Machu Picchu, sprawdź, na jaki miesiąc był pisany. Mniej więcej od stycznia do kwietnia 2026 pierwsza część tej trasy to autokar, cokolwiek pisze na bilecie.
Tak czy inaczej rezerwuj pociąg z dużym wyprzedzeniem. Miejsc do Aguas Calientes jest tyle, ile jest, bilety wstępu na sam obiekt są na konkretną godzinę i sprzedawane osobno, a jedno i drugie wyprzedaje się niezależnie od siebie.

Drugi etap kolejowy i drugi, który nie jest wyłącznie kolejowy. Połączenie Titicaca należące do PeruRail figuruje na firmowej stronie statusu jako połączenie autobusowo-kolejowe, a nie pociąg bezpośredni.
Jako całodniowa wycieczka i tak się broni. Trasa przecina La Raya na 4338 m, najwyższy punkt całego wyjazdu, a widoki między Cusco a jeziorem są powodem, żeby zrobić ten odcinek za dnia zamiast nocnym autobusem.
Jeśli rozkład nie pasuje, tym samym korytarzem jadą autobusy, w jakieś siedem godzin i za ułamek ceny. Ten etap wybiera się według budżetu, nie według zasad.
Puno nie jest ładnym miastem, a jezioro Titicaca i tak jest warte postoju. Na 3830 m to zarazem najwyżej położone miejsce, w którym prześpisz się przed La Paz, więc wychodzi z tego przydatna aklimatyzacja, nawet jeśli nie było jej w planie.
Pływające wyspy Uros to oczywista wycieczka i są dokładnie tak oblegane, jak się spodziewasz. Taquile, dalej od brzegu, to ta, którą się pamięta.
Autobus i etap, w którym liczy się wybór trasy. Większość kursów przekracza granicę w Desaguadero, prosto i bez wrażeń. Wariant alternatywny prowadzi przez Copacabanę i przejście Kasani, dokłada miasteczko nad jeziorem i prom przez Cieśninę Tiquina.
Tak czy inaczej opuszczasz strefę roamingu Wspólnoty Andyjskiej w tym sensie, który ciebie dotyczy, czyli nie zmienia się nic, bo nigdy nie obejmowała twojej karty.
Na granicy licz się z godziną, jeśli autokar jest pełny. Wymogi wjazdowe do Boliwii zależą od obywatelstwa bardziej niż w większości krajów tego kontynentu, a kilka paszportów wciąż wymaga wcześniej załatwionej wizy, więc sprawdź swój, zanim cokolwiek zarezerwujesz.
La Paz robi na tej trasie największe fizyczne wrażenie. Miasto jest wbudowane w kanion, bogaci mieszkają na dole, gdzie powietrze jest gęstsze, a komunikację miejską stanowi sieć kolejek linowych, która przy okazji jest najlepszym zwiedzaniem w mieście.
Dwie noce wystarczą na linie Mi Teleférico, Mercado de las Brujas i rzut oka na Valle de la Luna. Trzy, jeśli chcesz zobaczyć Tiwanaku, choć na 3640 m większość ludzi uznaje La Paz raczej za męczące niż wypoczynkowe.

To etap, wokół którego zbudowana jest cała trasa, i jedyny prawdziwy pociąg dalekobieżny, jaki na niej jeździ.
Autobusem jedziesz do Oruro, jakieś trzy godziny, i tam wsiadasz w kolej. Odcinek Oruro do Uyuni obsługują dwa połączenia, każde w mniej więcej siedem godzin: szybszy Expreso del Sur i wolniejszy Wara Wara del Sur, po dwa kursy w tygodniu w każdą stronę.
Różnica między nimi jest tu sednem. Expreso zatrzymuje się tylko na głównych stacjach. Wara Wara staje na wszystkich dwunastu, w tym w wioskach altiplano, które nie mają żadnego innego transportu publicznego, i kosztuje przy tym mniej.
Oba boliwijskie pociągi kursują dwa razy w tygodniu, nie codziennie. Ustal daty w Uyuni, zanim zarezerwujesz cokolwiek innego po boliwijskiej stronie, bo rozkład kolejowy jest najmniej elastyczną rzeczą na tej trasie.
Żaden nie jeździ codziennie i to jest ograniczenie, które ludzie odkrywają za późno. Jeśli daty nie zagrają, z La Paz do Uyuni jeżdżą nocne autobusy. To naprawdę gorsze przeżycie na naprawdę gorszej drodze.
Trzy noce, z czego tylko jedna jest naprawdę o samym mieście. Uyuni to punkt zaopatrzeniowy, który istnieje po to, żeby wysłać cię gdzie indziej.
Tym gdzie indziej jest solnisko. Jednodniowe wycieczki wjeżdżają na Salar i wracają. Wersje dwu- i trzydniowe ciągną dalej na południe, przez kolorowe laguny w stronę granicy chilijskiej, co jest zarazem standardowym sposobem wyjazdu do San Pedro de Atacama, jeśli jedziesz dalej.

W porze deszczowej, mniej więcej od grudnia do kwietnia, warstwa wody zamienia Salar w lustro. W porze suchej dostajesz sześciokąty i twardsze podłoże pod koła. To inne zdjęcia i inna podróż.
To rozdział, którego nie potrzebuje żaden europejski przewodnik kolejowy, a ten potrzebuje.
Jedenaście z czternastu nocy spędzisz powyżej 3300 m, a zimne, rozrzedzone powietrze męczy baterie. Telefon, który w domu wytrzymuje dzień, nie wytrzyma dnia na wycieczce po solnisku na 3670 m, w aucie bez ładowania.
| Gdzie nocujesz | Wysokość |
|---|---|
| Lima | Poziom morza |
| Cusco | 3400 m |
| Aguas Calientes | 2040 m |
| Puno | 3830 m |
| La Paz | 3640 m |
| Uyuni | 3670 m |
| La Raya, najwyższy punkt kolejowego etapu do Puno | 4338 m |
Weź powerbank i trzymaj telefon w wewnętrznej kieszeni, nie zewnętrznej. Zimno zjada baterię szybciej niż ekran.
Zasięg idzie za drogami i miastami, a jednego i drugiego jest tu mało. W Cusco, Puno, La Paz i w samym Uyuni jest dobrze. Dziury to długie odcinki między nimi, sam Salar i trasa lagun na południe w stronę Chile, gdzie godzinami nie ma nic.
Ta trasa jest ciężka od map, lekka od tłumaczeń i ciężka od wysyłania, bo krajobraz jest tu całą stawką, a sfotografujesz go w całości.
| Co robisz | Orientacyjne zużycie dzienne |
|---|---|
| Mapy i odświeżanie map offline | 150 do 300 MB |
| Zdjęcia i filmy, tutaj więcej, niż zakładasz | 200 do 400 MB |
| Wiadomości i ustalenia z organizatorami przez WhatsApp | 100 do 200 MB |
| Sprawdzanie rozkładów autobusów i pociągów, głównie w przeglądarce | 50 do 150 MB |
| Tłumaczenie menu i tablic | 30 do 80 MB |
U większości ludzi wychodzi z tego od 500 MB do 1 GB dziennie, czyli 10 GB na dwa tygodnie. Weź 20 GB, jeśli pracujesz w drodze, i pamiętaj, że w Uyuni pakietu nie doładujesz.
Nie, i nawet nie blisko. W Ameryce Południowej niewiele zostało z kolei pasażerskiej. Na tym planie jeden etap to samolot, dwa to autobusy, a z dwóch etapów kolejowych połączenie do Machu Picchu przez większą część roku jest po części autobusem. Jedyna pełna podróż pociągiem to Oruro do Uyuni w Boliwii.
Niemal na pewno nie. Decyzja 854 zniosła dopłaty roamingowe od 1 stycznia 2022 roku, ale obejmuje abonamenty mieszkańców Boliwii, Kolumbii, Ekwadoru i Peru podróżujących w obrębie tych czterech krajów. Karta wydana gdziekolwiek indziej jest poza nią, tak samo jak lokalny prepaid.
Po części, i zależy to od terminu. PeruRail prowadzi połączenie bimodalne: autokar pokonuje odcinek z Cusco do stacji początkowej, dalej przejmuje pociąg, a część kursów od września 2025 przesiada się w Pachar. Bezpośredni pociąg z Poroy jeździ w miesiącach suchego sezonu. Sprawdź miesiąc swojej podróży, a nie wpis blogowy z innego roku.
Z większym, niż myślisz, bo ogranicza cię rozkład, a nie liczba miejsc. Expreso del Sur i Wara Wara del Sur kursują po dwa razy w tygodniu w każdą stronę, więc nietrafiona przesiadka to trzy dni czekania, a nie trzy godziny. Te daty ustal przed wszystkim innym.
Tak, w planie regionalnym, a nie w dwóch osobnych krajowych. To główny praktyczny argument: dwa kraje, żadnej umowy roamingowej, która by cię obejmowała, i jeden plan, któremu granica jest obojętna.
Zakładaj, że nie ma go wcale. W samym Uyuni jest dobrze, ale Salar i trasa lagun na południe w stronę Chile są przez wiele godzin praktycznie offline. Pobierz mapy przed wyjazdem z miasta i potraktuj dni wycieczek jako czas poza siecią, a nie problem do rozwiązania.
Kup eSIM w niecałą minutę i miej internet w 200+ krajach.
Kup eSIM: Ameryka Południowa →